Włodzimierz Wysocki

0127

Włodzimierz Wysocki ( 1938 – 1980) – enfant terrible rosyjskiej literatury i zarazem jedyny gwiazdor rocka w całym Imperium Zła na pewno od dobrych kilkunastu lat mógłby chodzić w glorii laureata literackiej Nagrody Nobla. Mógłby, gdyby nie zmarł dwadzieścia pięć lat temu w Moskwie, w wieku zaledwie czterdziestu dwóch lat, nie doczekawszy nawet wydania pierwszego tomiku wierszy, mając na koncie ledwie jeden oficjalnie wydrukowany w ojczyźnie wiersz, zresztą najzwyczajniej w świecie zmasakrowany przez cenzurę.

Udowodnił, że świat nie potrzebuje papierowych poetów, że wiersze równie dobrze można śpiewać przy akompaniamencie gitary, używając jej bardziej jako instrumentu perkusyjnego, niż strunowego. Nie był rockmanem, ale sam jeden odegrał i wyśpiewał w ciągu kilkunastu lat całą historię rocka – od Elvisa Presleya i The Beatles po Kurta Cobaina, od łagodnych klimatów piosenek o miłości po punk-rock i grunge. Lubił ponure klimaty, nie stronił od ukazywania przemocy i okrucieństwa. Może nawet jako jedyny poeta tak doskonale czuł ich prawdziwy charakter, tak manifestacyjnie i obcesowo je opisywał.

 

0078

 

Za bilet na jego koncert oferowano przydział na mieszkanie spółdzielcze w Moskwie, a wdzięczni wielbiciele niejednokrotnie unosili na ramionach autobus, w którym siedział po zakończonym występie. Przed Teatrem na Tagance, na deskach którego występował przez szesnaście lat, stały (nawet w siarczyste moskiewskie mrozy) tasiemcowe kolejki widzów, zapisujących się na bilety na spektakle z jego udziałem, flamastrem zaznaczających numery na rękach „kolejkowiczów”, dyżurujących w kolejce nocą na składanych krzesełkach i łóżkach polowych.

Na wieść o jego śmierci na wszystkich okrętach Radzieckiej Floty Północnej flagę państwową opuszczono do połowy masztu. Oczywiście, samowolnie. Kapitanowie jednostek byli w pełni świadomi konsekwencji takich działań. Trafił też do Księgi Rekordów Guinnessa w kategorii „Najliczniej uczęszczane pogrzeby”.

W najbardziej zniewolonym państwie był najbardziej wolnym człowiekiem. Bez jednego choćby tomiku wierszy, bez płyt, reklamy, plakatów, bez zezwoleń na zawsze półlegalne koncerty, bez występów w telewizji i na antenie radiowej stał się najpopularniejszym człowiekiem w kraju. Jak zauważył dyrektor artystyczny Teatru na Tagance Jurij Lubimow: „W kraju, w którym nic nie było wolno, on zaśpiewał wszystko, co chciał. I był tak niewiarygodnie popularny, tak kochany przez wszystkich, że nic nie można było z tym zrobić. Można go było tylko zabić”.

 

dr Marlena Zimna